O tej sprawie napisaliśmy TUTAJ
To historia łodzianki, która podczas ciąży dowiedziała się o poważnych wadach rozwojowych swojego nienarodzonego syna, Feliksa. Wady te były na tyle poważne, że dziecko mogło nie przeżyć porodu lub być skazane na życie w cierpieniu. W związku z tym kobieta zdecydowała się na przerwanie ciąży. Po podjęciu tej decyzji spotkała się jednak z oporem ze strony personelu medycznego. Została skierowana na oddział psychiatryczny, gdzie spędziła trzy dni w izolatce. Dzięki interwencji organizacji kobiecych udało się ją wypisać. Kobieta zdecydowała się na wyjazd do Oleśnicy - tam przeprowadzono zabieg przerwania ciąży poprzez podanie zastrzyku dosercowego zatrzymującego akcję serca płód.
A tak cała historię widzą proliferzy z Fundacji Pro-Prawo do Życia (przytaczamy fragmenty nadesłanego tekstu):
"Wedle informacji medialnych, u Felka podejrzewano wrodzoną łamliwość kości. Jego mama trafiła do szpitala w Łodzi, gdzie chciano zakończyć ciążę, ale nie chciano zabijać Felka. Planowano wykonać cesarskie cięcie (w tej sytuacji ta metoda byłaby najlepsza zarówno dla mamy jak i dla dziecka), a następnie udzielić Felkowi i jego mamie pomocy w postaci specjalistycznego leczenia pediatrycznego i terapii pourodzeniowej.
Jednak za namową aktywistów aborcyjnych mama Felka pojechała do Oleśnicy - największego w Polsce ośrodka aborcyjnego. Tam w 37-tygodniu ciąży (9 miesiąc) gotowemu już do porodu Felkowi wbito w serce igłę i zabito go zastrzykiem z chlorku potasu.
Wedle relacji Gazety Wyborcze, dokonała tego osobiście wicedyrektor szpitala Gizela Jagielska, która w przeszłości publicznie chwaliła się robieniem takich zastrzyków w serca dzieci".
Fundacja przytacza też oświadczenie, które wydał prof. Piotr Sieroszewski, kierownik ginekologii szpitala w Łodzi i prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. Można w nim przeczytać historię pani Anity, mamy Felka, która trafiła do łódzkiego szpitala. Jak napisał prof. Sieroszewski:
"W trakcie kolejnego konsylium Pani Anita wręczyła nam pismo napisane przez adwokata fundacji FEDERA z żądaniem "indukcji asystolii płodu" (czyli zabicia dziecka zdolnego do życia poprzez wbicie igły do jego serca z podaniem chlorku potasu). Zaproponowaliśmy natychmiastowe rozwiązanie przez cięcie cesarskie (ze względu na zły stan psychiczny Pani Anity) w znieczuleniu ogólnym z objęciem dziecka wysokospecjalistycznym leczeniem pediatrycznym.
Oznacza to, że zaproponowaliśmy Pani Anicie niezwłoczne zakończenie ciąży, co nie jest jednoznaczne z uśmierceniem płodu zdolnego do życia. Postępowaliśmy zgodnie z obowiązującym prawem, które nie zezwala na uśmiercanie płodu w trzecim trymestrze ciąży (tym bardziej, że mieliśmy do czynienia z dzieckiem zdolnym do życia).
Nasza decyzja nie była podyktowana subiektywnymi przekonaniami personelu medycznego czy też uprzedzeniami do kobiet, lecz obiektywną sytuacją prawną a przede wszystkim możliwością sprawdzonej i stosowanej terapii po urodzeniowej."
I wreszcie Pro-Prawo do Życia napisało:
"Miejscy urzędnicy z oleśnickiego ratusza, działając w porozumieniu z policją i prokuraturą, usiłują uniemożliwić Fundacji działanie poprzez rozwiązywanie legalnych zgromadzeń, konfiskatę bannerów przedstawiających prawdę o aborcji i nakładanie na Fundację ogromnych kar finansowych (tylko w zeszłym roku Fundację Pro-Prawo do Życia zmuszono do zapłaty ponad 66 000 zł kar za obecność prawdy o aborcji pod szpitalem w Oleśnicy).
Pomimo tych prześladowań, represji i terroru, Fundacja będzie organizować kolejne działania, zarówno pod szpitalem w Oleśnicy jak również w innych miejscach w Polsce (...).
Napisz komentarz
Komentarze